Pracował przy rozwoju wielu wielkich sieci fitness, prowadził treningi na statkach, zdobywał doświadczenie w wielu krajach azjatyckich, tworzył imponujące projekty fitness. Marek Prusiński mówi o doświadczeniach, które zdobył dzięki pracy w wielu zakątkach naszego globu. Zapraszamy do lektury niezwykle interesującego wywiadu. 

Polskifitness.tv: Proszę opowiedzieć nieco o swoich doświadczeniach w pracy zagranicą. Jak to się zaczęło?

Marek Prusiński: Pierwszy raz wyjechałem z Polski w 1988 roku. Pojechałem do Niemiec, a  stamtąd wyleciałem do Nowej Zelandii. Tam na początku pracowałem w hotelach, gdzie nauczyłem się na czym polega obsługa klienta. Kolejnym etapem było LesMills. Jeśli dobrze pamiętam, to był rok 1993. Zaczynałem jako osoba sprzątająca w tym klubie, potem po ukończonym kursie, rozpocząłem pracę jako instruktor fitness BodyPump oraz BodyStep. W LesMills właśnie rozpoczęła się moja 6-letnia kariera trenerska. Takie były początki mojej przygody w branży Health & Fitness. Potem, po kursie w Londynie, wyleciałem na Karaiby, gdzie przez prawie 2 lata pełniłem funkcję Fitness Director pracując dla floty Royal Carribean Cruise Lines.  W 2000 roku wylądowałem w Los Angeles, USA. Szukałem tam nowych wyzwań, uczyłem się nowych rzeczy, szukałem swojej drogi życia.

W Polsce po raz pierwszy pracę rozpocząłem w 2003. Pracowałem jako lokalny operator klubu Nautilus w Poznaniu. Następnie zajmowałem się Jatomi Fitness, które budowaliśmy od zera. Otwieraliśmy nowy klub praktycznie co miesiąc. Współuczestniczyłem w zbudowaniu ok. 30 klubów. To była świetna nauka życia. Tworzyliśmy strukturę działu trenerskiego, budowaliśmy koncept szkoleniowy, edukacyjny, system stref funkcjonalnych, prowadziliśmy mnóstwo szkoleń. Jatomi rozszerzyło swoją działalność na Azję. Tam pomagałem otwierać kolejne kluby w Malezji, Indonezji oraz Tajlandii jako Fitness Director.  Sieć Jatomi niestety nie przetrwała. Widząc co się dzieje rozpocząłem pracę jako General Manager w FitnessFirst w Malezji. Muszę przyznać, że to jest świetny model klubów fitness.

Moim kolejnym projektem była sieć klubów low-cost MacFit w Turcji, w której jako Fitness Director tworzyłem już zupełnie inne rozwiązania. Poprawiłem całą Akademię Trenerską, wprowadziłem dodatkowe szkolenia kadry trenerskiej, usprawniłem kreatywne działania przy budowaniu tej marki. Turcja to kraj z bardzo niską świadomością zdrowego stylu życia. Ta praca to było dla mnie nie lada wyzwaniem, a także kolejnym niesamowitym doświadczeniem i lekcją.

Do Azji powróciłem po roku pracy projektowej w Istambule. Przyjechałem do Malezji, gdzie stworzyłem dwa odrębne projekty klubów butikowych. Jednym z rozwiązań w tych klubach był boxing, drugim zajęcia funkcjonalne. Oczywiście najpierw wprowadziłem szkolenia kadry trenerskiej oraz cały system zarządzania konceptem. Stworzyłem bardzo wysokie standardy. Wykreowanie tych konceptów bardzo dużo nauczyło mnie o tym na czym polegają tego typy modele. W Polsce wylądowałem w sierpniu bieżącego roku. Teraz jako Head of Fitness w Xtreme Fitness Gyms tworzymy coś niesamowitego. Mamy wielkie plany, dużo nowych klubów, nowych projektów i pomysłów.

Nie tęskni pan za pracą na statkach?

Marek Prusiński: [śmiech] Przez dwa lata pracowałem na statkach na Karaibach. Bazowaliśmy w Miami. Brzmi bardzo ładnie, świetna pogoda, piękne wyspy. To było bardzo fajne doświadczenie. Ale pracując cały czas na statku brakowało mi normalności i takiej, powiem, niezależności. Trzeba było wracać o konkretnej godzinie, bo statek wypływa i nie będzie poczeka na mnie. To było niesamowite doświadczenie, ale nie na długi czas.

Kiedy wyjeżdżał pan z kraju, w Polsce była jeszcze komuna. Jak wyglądał fitness w Polsce w porównaniu z krajami, w których pan pracował?

Marek Prusiński: Kiedy byłem w Polsce, to mocno angażowałem się w lekkoatletykę już od młodych lat. Osiągałem dobre wyniki, pochwalę się, w rzucie oszczepem w Górniku Zabrze. Wtedy to był najlepszy klub w Polsce. Ale wyjechałem, by poprawić swoje życie. Wtedy wszyscy opuszczali Polskę, autobus wracał pusty. Akurat tak się złożyło, że miałem rodzinę w Wellington, Nowej Zelandii i tam właśnie rozpocząłem swoje podboje poza krajem. Nowa Zelandia to jeden z najbardziej rozwiniętych krajów, jeśli chodzi o świadomość fitness. Na chwilę obecną penetracja w nowozelandzkich klubach fitness jest na poziomie 14%. Program LesMills jest bardzo znany i cieszy się olbrzymią popularnością w Polsce. W Nowej Zelandii już wtedy istniał, to były same początki tego programu, dobrze to pamiętam. Wtedy jeszcze używaliśmy kaset do prowadzenia zajęć. Jednakże Nowozelandczycy byli w tamtych latach już mocno zarażeni zajęciami fitness. Kluby fitness już dobrze funkcjonowały. To były początki dużych klubów z szeroką ofertą, dużymi strefami siłowymi, salami fitness, strefami cardio. Oczywiście technologia nie była tak zaawansowana, ale kultura fizyczna była w tym rejonie obecna od dawna. Kiedy ja tam byłem, to w Polsce praktycznie nie istniały takie rozwiązania, nie prowadzono zajęć fitness. Ale to, co jest fajne to to, że my Polacy bardzo szybko adaptujemy najlepsze rozwiązania, koncepty, sprawdzone metody. Wprowadzamy to, co było już gdzie indziej testowane na błędach i udoskonalane. Pamiętam, że jak przyleciałem pierwszy raz do Polski po 3 czy 4 latach w Nowej Zelandii, gdzie to wszystko już dobrze tam funkcjonowało, to w Polsce takich modeli jeszcze nie było. Szukałem klubu fitness, do którego mógłbym pójść. W tamtych czasach istniały tylko typowe osiedlowe siłownie, bez jakiejkolwiek obsługi klienta jak w dzisiejszych czasach. Zupełnie inny trener niż ten, którego widzimy w klubie fitness dzisiaj. Nie było w ogóle opieki trenerskiej, był mocny nacisk na aspekt kulturystyczny, nie było jeszcze tych prawdziwych zajęć fitness. To były początki.

Czyli tamte rejony, Azja, są mocniej rozwinięte niż Polska w kwestiach fitness?

Marek Prusiński: I tak i nie. To zależy od regionu. Południowo-wschodnia Azja, w której skład wchodzi Australia i Nowa Zelandia, to bardzo mocno rozwinięte rynki. Penetracja jest na poziomie 14-15%. Istnieją świetne koncepty treningowe, społeczeństwo mocno angażuje się w zdrowy styl życia. Druga grupa, region, to Hongkong, Japonia, Singapur, Tajwan. To bardzo bogate kraje, ale penetracja jest na poziomie 3%. W Polsce jest 8%, pamiętajmy. Miałem okazje być w Singapurze wiele razy. Technologie są tam bardzo mocno zaawansowane, rozwiązania, kluby, aranżacja przestrzeni – to wszystko jest na bardzo wysokim poziomie. Duży nacisk kładzie się na strefy funkcjonalne. Jest bardzo dużo innowacyjnych klubów butikowych, które w Polsce dopiero raczkują. Podam ciekawy przykład. Klub RITUAL. To interesujący model biznesowy oraz koncept treningowy. Tam nawet nie trzeba zabierać ze sobą ręcznika czy butów. Wszystko jest na miejscu. To 30 minutowy trening HIIT w małych grupach, który cały dzień oferuje swoje zajęcia. Można w czasie pracy wyjść i w dowolnych godzinach potrenować. Te kluby butikowe są bardzo różnorodne. Oferują boks, różne rozwiązania treningów funkcjonalnych, modele mind & body. Posiadają sprzęt najwyższej klasy z kadrą trenerska na najwyższym poziomie. Trzeci rynek to ten, na którym ja sporo pracowałem, czyli Malezja, Tajlandia, Indonezja. Tam penetracja w klubach wynosi tylko 1%. Tajlandia ma 0,5%, Indonezja 1%. To bardzo niska penetracja jak widzimy.  Ale kluby, które otwierają się teraz w tych krajach, charakteryzuje bardzo wysokim poziom, kreatywne rozwiązania, różnorodna kolorystyka, stale ulepszane strefy funkcjonalne. Tam są duże pieniądze, kultura azjatycka tego wymaga, bo jest kolorowa, ekspresywna. Te kluby muszą tak wyglądać, żeby zaciekawić Azjatów i zachęcić do zapisów. Tamtejsze kluby mają naprawdę coś do pokazania. Dobrym przykładem jest Bangkok z rewelacyjnie rozwiniętymi klubami butikowymi, gdzie strefy funkcjonalne naprawdę robią wrażenie. Dlatego często rozmawiam o tym, jak te strefy funkcjonalne są wykorzystywane w Polsce. Nasze strefy są bardzo dobrze wyposażone, ale uważam, że czeka nas jeszcze sporo pracy by wykorzystać te strefy lepiej, bardziej kreatywnie. Celem bowiem, musimy pamiętać, jest integracja klubowiczów, budowanie społeczności, a co za tym idzie wysoka retencja. Przyznam, że brakuje mi tego jeszcze. My w Xtreme Fitness pracujemy nad pewnym innowacyjnym modelem, którego jeszcze w Polsce, mogę śmiało powiedzieć, nie ma. Pokażemy go jakoś w pierwszym kwartale 2020. Wracając do rynku azjatyckiego – z jednej strony jest on uplasowany nisko, jeśli chodzi o penetrację, ale z drugiej, jeśli coś już robią to z wielką pompą. Problemem w Azji np. w Tajlandii, Indonezji czy Malezji, jest niska świadomość zdrowego stylu życia. To są kraje bardzo daleko wysunięte, brakuje edukacji na temat zdrowego stylu życia. Trzeba w tym kierunku jeszcze dużo pracy wykonać. Kuchnia azjatycka jest bardzo bogata, mnóstwo świeżych warzyw oraz owoców, ale to, jak się odżywiają Azjaci to już inna bajka. Nadal praktycznie wszystko jest smażone w głębokim tłuszczu. Azjaci kochają swoje makarony, potrawy z dużą ilością ryżu. To jest ich kultura. Taki styl życia prowadzi niestety do problemów z nadwagą, nadciśnieniem oraz do wielu schorzeń z tym związanych. Dlatego powstające tam kluby fitness kładą duży nacisk na edukację swoich klubowiczów, by zachęcić ich do zmiany nawyków. W Azji jest jeszcze sporo do zrobienia. Podam przykład wyzwań jakie tam są. Moje doświadczenie na tamtych rynkach pozwoliło mi stworzyć ciekawy model HIIT w sieci klubów butikowych pod nazwą FlyProject. HIIT wymaga, jak wiemy, dużego wysiłku w krótkim czasie. Frekwencja na zajęciach nie rosła tak, jak sobie to zaplanowaliśmy. Okazało się, że taka intensywność przerastała wielu Malezyjczyków, którzy nigdy nie byli w klubach fitness. Wielu Azjatów po prostu nie lubi się pocić. Wolą usiąść na rowerku z telefonem przeglądając Facebook czy Instagram. Jak zmotywować taką osobę? Jak pokazać jej lepsze rozwiązania? To jedno z wielu wyzwań. Musieliśmy zaadoptować ten koncept do lokalnego rynku. Jeżeli chodzi o zarządzanie klubem, ludźmi, to istnieje spora różnica w porównaniu do Polski. W Azji trzeba mieć dużą cierpliwość by cokolwiek stworzyć. Tam nikt się nie spieszy, wszyscy mają czas i zupełnie inny sposób postrzegania świata. W krajach, w których tam [red. W Azji] pracowałem, kreatywność, własna inicjatywa, proaktywne myślenie były nie lada wyzwaniem dla wielu lokalnych trenerów. Trzeba inaczej zarządzać takimi ludźmi, bardziej coachingowo, wspierająco, pokazywać im krok po kroku co mają robić. Brakowało mi, kiedy zarządzałem trenerami w Malezji, takiej umiejętności kreowania rozwiązań, logicznego myślenia, głodu samorozwoju i bycia lepszym. Nad tym trzeba było dużo pracować. To była ciekawa lekcja życia, powiem pani. Trzeba mieć w sobie dużą pokorę, cierpliwość, wyrozumiałość. Tego się nauczyłem na swoich błędach. Pamiętam jak rozpoczynałem swoją pracę w Malezji i chciałem zarządzać metodami europejskimi. To się w ogóle nie sprawdziło. Uważam jednak, że rynek Azjatycki ma olbrzymi potencjał ze względu na małą penetrację i pokaźne zasoby finansowe. Bardzo dużo światowych świeci fitness otwiera kluby w Azji, tam koncentruje swoją uwagę. To na pewno region, który warto obserwować.

Wydawałoby się, że jest inaczej, w końcu mamy ten stereotyp pracowitego Japończyka.

Marek Prusiński: Japonia bardzo różni się od Malezji, Tajlandii czy Filipin. Tam to jest wymagane, narzucone przez kulturę perfekcyjności i ciężkiej pracy. Tak działa na pewno Singapur czy Hongkong, mają wysokie standardy, wysokiej klasy ekspertów, dużo kapitału ludzkiego z rynków mocno rozwiniętych. Jednakże w  krajach z niską penetracją jak Malezja, Tajlandia czy Indonezja, tego brakuje. Powodem jest brak świadomości zdrowego stylu życia, o czym już wspomniałem. Wyzwaniem jest również poziom edukacji trenerów. W Europie mamy dużo instytucji, w których można się rozwijać, szkolić. Tam [red. Tajlandia, Malezja, Filipiny], trenerzy, których zatrudnialiśmy często mieli bardzo małe doświadczenie i niskie umiejętności trenerskie. Dlatego koncentrowaliśmy się przede wszystkim na elemencie osobowości i tym, kim jest trener jako człowiek. Szukaliśmy takich osób, z którymi dzielimy wspólne wartości, nad którymi można popracować. A potem za tym szedł element edukacyjny, trenerski, merytoryczny. My ich szkoliliśmy by zdobyli umiejętności potrzebne do bycia trenerami personalnymi, uczyliśmy ich wdrożonych metod pracy i konceptów jakie mieliśmy. Rynki azjatyckie są bardzo różnorodne i jak widać każdy wymaga innych działań. Obecnie kluby w Azji kładą ogromny nacisk na element retencyjny, integracyjny. Ważne jest tworzenie klubów, w których ludzie się integrują, budują społeczność, nazywają je swoim drugim domem. W tych klubach jest mocny nacisk na strefy treningowe i tworzenie niesamowitej społeczności na zajęciach fitness. Konkurencja rośnie, a także świadomość klubowiczów. Uważam, że Azjaci są bardzo do przodu, jeśli chodzi cieszenie się życiem codziennym, potrafią się bawić. Przykładem są, wspomniane już, zajęcia LesMills w tych krajach. Ludzie naprawdę bawią się tymi zajęciami. Nie jest problemem dla klubowiczów, żeby się przebrać, wziąć udział w konkursach, zajęciach tematycznych. Frekwencja jest zawsze wysoka. Wszyscy się bawią, cieszą się, taka jest ich kultura. Tam jest łatwiej niż w Polsce stworzyć taką społeczność i zaangażować ludzi w elementy integracyjne. W Polsce dużym wyzwaniem jest stworzenie takiej energii. Zaangażowanie w takie wydarzenia trenerów personalnych oraz wielu instruktorów fitness jest nadal moim zdaniem na zbyt niskim poziomie.

Czy ten problem powodują zarobki?

Marek Prusiński: To nie jest kwestia finansów, ale tego kim się jest, jak mocno wierzymy w to co robimy, nasza pasja, czy się utożsamiamy z wartościami klubu fitness, czy też nie. Ja nigdy nie miałem problemu z zaangażowaniem się w takie wydarzenia, lubię tańczyć, wygłupiać się, integrować, uczestniczyć w tematycznych wydarzeniach. Może wynika to z tego, że długo byłem poza Polską, nauczyłem się tego. Dużo się mówi o tym jacy są Polacy. Chciałbym by było lepiej. Pieniądze to jedno, ale zarobek nie jest głównym elementem, który decyduje o tym czy ktoś się angażuje, czy nie.

Jak więc wygląda taka integracja w klubach w krajach azjatyckich?

Marek Prusiński: Kiedy pracowałem jako GM w FitnessFirst w Kuala Lumpur, w klubie AvenueK, który był jednym z czołowych klubów tej sieci w Azji, 90% zajęć stanowiły zajęcia LesMills. Pracowali tam najlepsi trenerzy, pasjonaci, którzy kochają to, co robią. Dodam, że w Polsce instruktorzy LesMills też tak działają. Więc tam praktycznie co tydzień organizowaliśmy różnorodne eventy. Instruktorzy wymyślali tematyczne zajęcia fitness np. ubieramy się na czerwono, tańczymy, bawimy się. Ci klubowicze nie mieli problemu z przebraniem się, zaangażowaniem. Nikogo nie trzeba było zmuszać. Szczególnie kobiet. Panie są zakochane w instruktorach, tworzą swoje grupy, pójdą w ogień za swoim instruktorem. U nas w klubie bardzo często te panie organizowały sobie urodziny, eventy czy zabawy dla dzieci. Przynosiły torty, siadały razem po zajęciach, robiły mnóstwo zdjęć, a instruktor zawsze był tego częścią. Taka wielka rodzina. FitnessFirst bardzo często organizuje duże wydarzenia fitness w miejscach publicznych jak galerie handlowe. To zawsze duże wydarzenia organizowane z wielką pompą. Każdy czeka na takie eventy. Frekwencja jest zawsze bardzo duża. To taki wieli show. Coś na zasadzie naszych wydarzeń fitness na targach tego typu w Polsce, ale tam to jest robione na poziomach już klubowych, czy też sieci fitness. W Polsce też to się dzieje, ale jeszcze nie na taką skalę jak w Azji. W moim klubie organizowaliśmy często konkursy, zawody, wyzwania w strefach funkcjonalnych. Nigdy nie było problemu z frekwencją. Jak wiemy, to wszystko buduje społeczność klubową. Jakoś to wszystko wydaje się łatwiejsze w tych krajach. Na pewno różnice kulturowe mają na to duży wpływ. Dlatego też ta retencja w FitnessFirst jest wysoka. Nie trzeba aż tak mocno kłaść nacisku na sprzedaże. Jest fajne zachowany balans między sprzedażami, a energią poświęconą klubowiczom.

W naszym kraju chyba trudno jest zorganizować klubowi jakiś event na świeżym powietrzu?

Marek Prusiński: W Jatomi próbowałem robić eventy na zewnątrz, ale to się praktycznie nigdy nie udawało lub było dość słabe. Z jednej strony na pewno powodem było bardzo niskie zainteresowanie ze strony kadry. która niestety często nie potrafiła dać od siebie czegoś więcej niż wykonywanie standardowych obowiązków. Teraz bardzo dużo mówi się o tym, że trzeba dbać o swoją kadrę, a nie tylko wymagać. To na pewno pomoże w budowaniu fajnych wydarzeń klubowych. To jest już odrębny temat do dyskusji.  Z drugiej strony powodem może być po prostu nasz klimat europejski, pogoda, sezonowość. Wolimy trenować nadal w klubach. Ale wydarzenia tego typu już na większą skalę, ogólnopolską, bardzo fajnie działają, cieszą się dużym zainteresowaniem. W Azji słońce świeci praktycznie cały rok, co powoduje, że ludzie są bardziej pogodni, uśmiechnięci. To część Azjatyckiej kultury. Ci ludzie cieszą się z życia codziennego, z małych rzeczy. Często mówię o tym, jak ważne jest docenianie tych drobnych zwycięstw, które mamy na co dzień. Azjaci mają to wpisane w kulturę, nie gonią ciągle za czymś wielkim, cieszą się codziennym życiem, są wdzięczni za to co mają, a często mają bardzo niewiele. Mam nadzieję, że w naszym kraju będzie się to zmieniało i się już zmienia na pewno. Obserwuję coraz więcej wydarzeń outdoorowych jak Spartan Race, ludzie aktywnie spędzają coraz więcej czasu na zewnątrz, biegają, jeżdżą na rowerze. Powstają parki z miejscami do spędzania aktywnie swojego wolnego czasu. Organizowane targi fitness już naprawdę wyglądają rewelacyjnie. To rośnie w siłę. Jestem optymistą w tej kwestii.

 

Marek Prusiński – ekspert specjalizujący się w tworzeniu strategii oraz rozwiązań dla klubów fitness, który posiada ponad 20-letnie międzynarodowe doświadczenie w branży. Obecnie Head of Fitness w Xtreme Fitness Gyms. Jest także właścicielem firmy konsultingowej GRIT Laboratory.